Nadzieja siłą rodziny
Ez 17, 22-24; Ps 92; 2 Kor 5, 6-10; Mk 4, 26-34
Pod koniec 1969 roku zorganizowano w Wiedniu spotkanie teologów i duszpasterzy pod hasłem: „Nadzieja dla wszystkich”. W tym spotkaniu brał udział także przedstawiciel Episkopatu Polski, biskup Władysław Rubin. Uwagę wszystkich uczestników zwrócił referat wstępny na temat: Zanik nadziei i trwoga współczesnego człowieka. W tym referacie prelegent w sposób obrazowy przedstawił lęki współczesnego człowieka, prowadzące go nieraz do rozpaczy.
Ludzi ogarniętych niepokojem i lękiem widzimy wokół siebie. Żyją oni w nieustannej obawie o własne życie i życie swoich najbliższych. Na nich sprawdza się to powiedzenie: „Kto stracił majątek, stracił wiele, kto stracił zdrowie, stracił więcej, kto stracił nadzieję, stracił wszystko”. Parafrazując ostatni człon tego powiedzenia, możemy powiedzieć: „Kto zyskał nadzieję, zyskał wszystko”. I tak rzeczywiście jest, bo nie przeraża nas morze egzystencjalnych zagrożeń, jeśli na jego brzegu pali się latarnia nadziei. „Nadzieja zawieść nie może” (Rz 5, 5).
Chrześcijanin musi być człowiekiem nadziei, to znaczy musi ufać, że wypełnią się obietnice Boże. Człowiek, który zakłada rodzinę, musi mieć nadzieję, bo inaczej wyrządziłby krzywdę sobie, partnerowi, potomstwu i społeczeństwu. Nadzieja winna objąć całego człowieka, całe rodziny, całe społeczeństwa ze wszystkimi sprawami – zarówno doczesnymi, jak i nadprzyrodzonymi. Prawdziwemu chrześcijaninowi nikt i nic nie jest w stanie odebrać nadziei, bo jest on świadom działającej w świecie opatrzności Bożej. Nawet śmierć nie może przerazić chrześcijanina, bo do niej nie należy ostatnie słowo. Taką nadzieję głosili prorocy Starego Testamentu: „Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu i Pan jest jego nadzieją” (Jr 17, 7). Taką nadzieję głoszą dzisiejsze czytania mszalne – drugie czytanie: „Mamy jednak nadzieję i chcielibyśmy raczej opuścić ciało i stanąć w obliczu Pana. […] Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre” (2 Kor 5, 8. 10). Także ewangelia, ukazując ziarnko, które kiełkuje, rozwija się i wyrasta w duży krzew, chce nas pouczyć, że królestwo Boże rozwija się mimo wszystko. I to powinno budzić w nas nadzieję.
Skoro nadzieja chrześcijańska ma tak wielkie znaczenie w życiu poszczególnych ludzi, to cóż dopiero mówić o jej znaczeniu w życiu chrześcijańskiej rodziny. Ona staje się dla niej fundamentem odniesienia do Stwórcy, dzięki czemu ułatwia poznanie Boga jako źródła wszelkiego ojcostwa i jako Ojca miłosiernego, który troskliwie opiekuje się każdą rodziną. Jest też zachętą do przestrzegania zasad moralnych i religijnych. Rodzina jako Boży szczep poprzez nadzieję zrasta się z Bożą winoroślą. A dokonuje się to przez modlitwę i przez czerpanie mocy nadprzyrodzonych z Mszy św. i z sakramentów.
Chociaż Bóg tak troskliwie opiekuje się każdą rodziną, to jednak nie szczędzi jej różnych doświadczeń. Dlatego też każda rodzina ufająca Bogu musi być na nie przygotowana. Dzięki niej rodziny obciążone różnymi problemami są w stanie je przezwyciężyć. Rodziny rozbite mają nadzieję na powrót do jedności. Rodziny przeżywające kryzysy mają nadzieję na wyjście z nich.
Jezus żądał od swoich uczniów całkowitego zaufania Bogu, stawiając im za wzór ptaki w powietrzu, które nie sieją ani żną, a Ojciec niebieski je żywi. Mówił też o liliach na polu, które nie pracują, ani nie przędą, a przepych ich odzienia góruje nad strojem Salomona (por. Mt 6, 25-34). Przez te porównania chciał w nas Jezus wzbudzić nadzieję, że potrzeby materialne – nasze i naszych rodzin – zostaną przez Jego Ojca zaspokojone.
Nadzieja, która ożywia rodzinę, nie tylko odnosi się do spraw doczesnych, ale przede wszystkim kieruje do wieczności, do Boga. Dzięki niej rodziny chrześcijańskie są zdolne do olbrzymiego wysiłku podejmowanego z myślą o wypełnieniu wszystkich obowiązków religijnych, bo za to spodziewają się od Boga wiecznej nagrody.
Nadzieja chrześcijańska jest cnotą trudną, ale odgrywa wielką rolę w życiu poszczególnych ludzi i rodzin. Kiedy Hannibal prowadził przed wiekami wojska na podbój Italii, daleką drogą, z Hiszpanii, przez Galię i niebosiężne Alpy, wtedy wśród największych trudności często zachęcał swoich żołnierzy: „Żołnierze, za Alpami czeka na was piękna, ciepła i żyzna Italia”. I ta nadzieja sprawiła, że wojska przeszły Alpy i starły się z Rzymianami.
Życie każdego człowieka i każdej rodziny jest taką wyprawą do Boga, do wieczności. W świetle nadziei na przyszłe życia, o którym poucza nas św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu, nie lękajmy się trudności życiowych. W tej drodze niech nas wspiera chrześcijańska nadzieja. Pamiętajmy, że ona nigdy zawieść nie może. Amen.
Ks. Teodor Szarwark – Z domu ziemskiego do domu wiecznego. Homilie na niedziele i święta. Rok B