Wejście i pozdrowienie
Drodzy siostry i bracia! Dzisiaj rozpoczynamy Adwent – czas oczekiwania na przyjście Zbawiciela, czas czuwania. Jest to okres, kiedy należy z wiarą patrzeć w kierunku nieba i przyszłego życia. W lepszym przeżywaniu Adwentu pomoże nam poznanie i przybliżenie tajemnicy Mszy Świętej. To ona jest przecież miejscem spotkania z Bogiem. To w niej jest zaczątek królestwa Bożego na ziemi. W sposób szczególny skupimy się na obrzędach wstępnych rozpoczynających każdą Mszę. „Ich celem jest to, aby wierni gromadzący się razem stanowili wspólnotę oraz przygotowali się do uważnego słuchania słowa Bożego i godnego sprawowania Eucharystii” (OWMR 46). Jak Adwent ma nas przygotować na spotkanie z Chrystusem w święta Bożego Narodzenia, tak obrzędy wstępne mają nas przygotować na spotkanie z Chrystusem przychodzącym do nas w słowie Bożym i pod postacią chleba i wina.
Dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że wszyscy jesteśmy przez Boga wybrani, aby spełniać swoje wyznaczone zadania. Podobnie ma się rzecz z Mszą Świętą. Każdy jest wezwany, żeby uczestniczyć w niej czynnie. Kiedy słyszymy wezwanie Chrystusa do bycia czujnym, to okazuje się, jak bardzo w zrealizowaniu tej postawy pomaga dobre uczestnictwo w Eucharystii. Poznajmy ją lepiej, dajmy się jej pociągnąć, aby przez to nasze serca były zawsze otwarte i gotowe na przychodzącego Pana.
Skupimy się dzisiaj na tym, co jest wstępem i przygotowaniem do Eucharystii, jak podpowiadają dokumenty kościelne. Będzie to więc tzw. „wejście” (rozpoczęcie Mszy Świętej), czyli śpiew i procesja oraz pozdrowienie kapłana (OWMR 47-50).
I. Procesja do ołtarza
Msza Święta się rozpoczyna. Zabrzmiał dźwięk dzwonków – ministrant pociągnął za sygnaturkę. Ogłasza ona, że wchodzimy w coś niezwykłego. Że to, co się zaraz wydarzy, wymaga naszego skupienia i wejścia całym sobą w misterium, czyli tajemnicę. Kapłan przyklęka, oddaje cześć Jezusowi ukrytemu w tabernakulum, a później kieruje się do ołtarza. Składa na nim swój pocałunek. A my wszyscy oczekujemy na coś wielkiego, do czego jesteśmy zaproszeni. Zmienia się miejsce, któremu w pierwszej kolejności oddajemy cześć. Od teraz w kierunku ołtarza zwrócone będą wszystkie oczy, bo na nim wydarzy się to, co najważniejsze. Z ambony, która jest obok, popłyną zaś słowa zbawienia.
II. Śpiew na wejście
W Eucharystii widać od początku wyraźnie, że jesteśmy „jednym Ciałem, którego Głową jest Chrystus” (1 Kor 12, 12nn). Po czym to rozpoznać? Bo wszyscy wspólnie rozpoczynamy śpiew na wejście. On tworzy atmosferę spotkania, ale też zjednoczenia. Kiedy na koncertach ludzie śpiewają razem z artystą jego piosenki, pokazują, że są nim zafascynowani i chcą mieć udział w jego dziele. Podobnie dzieje się na Mszy Świętej. Śpiew ma być znakiem zjednoczenia, wspólnoty. Śpiewamy, bo utożsamiamy się z Chrystusem. Jednocześnie ten sam śpiew nastraja do tego, jakie mamy święto czy okres liturgiczny w kościele. Kiedy zbliża się Boże Narodzenie i z radia płyną dobrze znane piosenki, każdy wręcz czuje tę atmosferę świąteczną. W tym ma nam pomóc śpiew. Dlatego tak ważne jest zaangażować się i śpiewać ze wszystkimi. Co więcej, kiedy ludzie śpiewają razem te same słowa, już nie są dla siebie tak obcy, nawet gdyby stali koło siebie i się nie znali, ale tworzy się między nimi jakaś wyczuwalna więź. Śpiew zwraca nas w kierunku Chrystusa i budzi w nas wiarę w to, że Chrystus jest wśród nas.
III. Pocałunek ołtarza
Jeszcze w trakcie pieśni na wejście kapłan rozpoczyna Eucharystię od pocałunku. Jest to gest trudny, a zarazem bardzo wymowny. Można nim powiedzieć „kocham” lub zdradzić, jak Judasz. Gest, który jest dzisiaj tak bardzo nierozumiany. Bo jak ma go zrozumieć ktoś, kto nadużył go w swoim życiu: przez szczeniacką ciekawość, przez jakąś kiczowatą czułostkowość albo nieopanowane poszukiwanie nowych doznań.
Moi drodzy! Z pewnością kojarzycie relikwię, wokół której ciągle jest mnóstwo pytań i niewiadomych – Całun Turyński. Płótno, w które miało być zawinięte umęczone Ciało Chrystusa złożone do grobu. W różnych tekstach liturgicznych, ale też u wielu ojców Kościoła pojawia się takie piękne porównanie przy pocałunku ołtarza – że obrus, który na tym ołtarzu leży, jest jak całun, w który było zawinięte ciało Pana Jezusa. Tak więc całując ołtarz oddajemy cześć Chrystusowi. Mało tego, skoro to ma być całun, to całuję tak naprawdę miłość Jezusa do mnie. Uwielbiam Go za to, że oddał za mnie życie. Już na początku Mszy Świętej.
Dlatego też Ci wszyscy, którzy będą z niezrozumieniem stać na Mszy albo się nudzić, są ludźmi, którzy nie złożyli z kapłanem swego pocałunku na ołtarzu! Nie uświadomili sobie zaraz na początku, że stoją przed kochającym Bogiem.
IV. Znak krzyża
Kapłan po pocałunku ołtarza przechodzi na miejsce przewodniczenia. Często jest to ambona. Zaczyna słowami pozdrowienia: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”, a wszyscy odpowiadają „Amen”. Niby takie nic, takie oczywiste. Przecież każda modlitwa zaczyna się od znaku krzyża. Ale jest to gest niezwykły. Każdą Mszę Świętą zaczynamy od wypowiedzenia imion Boga, którego przyszliśmy spotkać. Przychodzimy na spotkanie z Kimś, kto ma imię. Nie jest jakąś siłą. Jest Kimś konkretnym. Tego Boga kocham, z tym Bogiem chcę się spotkać. Imię mojego Boga szanuję z największą czcią, wypełniając drugie przykazanie.
W znaku krzyża wyznajemy, że zbawienie przyszło z góry, z nieba, i zeszło na dół. Chrystus przyszedł na ziemię. Przechodzimy z Nim od słabości grzechu (od lewego ramienia) – do chwały (do prawego ramienia).
Przez znak krzyża stajemy już od początku Eucharystii w Bożej obecności. Ten gest jest upamiętnieniem naszego chrztu, kiedy staliśmy się dziećmi Boga, do którego właśnie się modlimy. Znak krzyża to jest ten moment, kiedy mam odrzucić wszystkie myśli i pragnienia codzienności. Tu przestaje być ważne spotkanie po Mszy Świętej, zakupy, obiad do ugotowania, obowiązki. Znak krzyża jest też najbardziej podstawowym egzorcyzmem. Naznaczam całe swoje człowieczeństwo Trójcą Świętą, żeby zło zostało pokonane.
V. Pozdrowienie zgromadzonych
Msza Święta idzie dalej. Kapłan rozkłada ręce i woła: „Pan z wami”. Moi drodzy! Czy jest coś ważniejszego i piękniejszego od świadomości, że nasz Pan ze swoją miłością jest razem z nami? Si Deus nobiscum, quis contra nos? (Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?) Taki napis kazali umieścić wierzący możnowładcy nad wejściem do zamku królewskiego na Wawelu w Krakowie. Takie słowa zapisał św. Paweł Apostoł w Liście do Rzymian (Rz 8, 31b).
Ksiądz zamiast „Pan z wami” może też wybrać inną możliwość, ale to jest najstarsze pozdrowienie. I ono jest najbardziej biblijne. Bóg pocieszał Mojżesza słowami: „Ja będę z tobą” (Wj 3, 12), kiedy ten miał pójść do faraona. I Jakub, który podstępem wykradł pierworództwo, usłyszał pełną łaskawości obietnicę: Zobacz, Ja jestem z tobą (por. Rdz 28, 15). Bóg dodaje odwagi prorokowi Jeremiaszowi, który z powodu młodego wieku obawiał się pójść za głosem Pana, mówiąc do niego: Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić… (por. Jr 1, 4-9). Także Maryja, Matka Boża, usłyszała pozdrowienie Anioła: „Pan z Toba!” (Łk 1, 28). Te słowa to błogosławieństwo!
Inną możliwością jest np. „Miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi”. Takich słów używał św. Paweł kończąc swój list do wierzących w Koryncie (2 Kor 13, 13).
VI. Adwent czasem otwierania się na przychodzącego Boga
Teraz, w czasie Mszy Świętej, Pan naprawdę jest z nami. Będzie z nami też wtedy, kiedy w Jego imię pójdziemy w naszą codzienność. Gdy zmartwychwstały Pan stał na brzegu jeziora Genezaret, apostoł Jan po obfitym połowie ryb krzyknął do Piotra pełen radości: „To jest Pan!” (J 21, 7). Podobnie kapłan mówi do ludzi: ukrzyżowany i zmartwychwstały Pan jest teraz tutaj, pośród nas, jest z nami. Obdarzy nas hojnie bogactwem swojej łaski, jeżeli w ciągu najbliższej pół lub całej godziny w pełni otworzymy dla Niego nasze serca. Obyśmy wszyscy w tym rozpoczynającym się Adwencie byli nie tylko czujni, ale też chcieli naprawdę otwierać się na przychodzącego Boga przez dobre poznanie Mszy Świętej. Amen.