W poprzednim rozdziale Pierwszej Księgi Samuela czytamy, że Bóg odrzucił Helego ze względu na gorszące zachowania jego synów. Dotyczyły one nadużyć związanych ze składanymi ofiarami oraz nieporządku moralnego (por. 1 Sm 2, 12-17. 22-24). Są to przewinienia najcięższego kalibru, powodujące zatwardziałość serca, a w rezultacie niezdolność do nawrócenia. Konsekwencją będzie odrzucenie synów przez Boga i ich śmierć w walce z Filistynami (por. 1 Sm 4, 11). Także kapłan Heli zostaje w wizji Samuela skarcony przez Boga za brak reakcji na złe postępki Chofniego i Pinchasa (1 Sm 3, 11nn).
Na tym tle autor natchniony ukazuje postać małego Samuela – syna uproszonego w żarliwej modlitwie – jako wybrańca Bożego, który ma zastąpić Helego i jego synów w posłudze proroka. Zgodnie z obietnicą, jaką uczyniła Anna, Samuel – po odstawieniu od piersi matki – zostaje ofiarowany na służbę Panu. Ubrany w lniany efod (1 Sm 2, 19n), pełnił posługę przy boku Helego. Podczas gdy synowie Helego, dopuszczając się ciężkich występków, lekceważą słowo Pana, Samuel od początku formowany był do tego, aby wypełnić pierwsze i najważniejsze przykazanie: Słuchaj, Izraelu! (Pwt 6, 4). Ponieważ był jeszcze mały i nie znał Pana, a Ten, jak pisze autor, rzadko w owych czasach się odzywał, ważną rolę we wprowadzeniu małego Samuela w relację osobistą z Panem odgrywał kapłan Heli.
Wraz z prorokiem Samuelem ma się dopiero rozpocząć okres tzw. proroków wcześniejszych (Samuel, Eliasz, Elizeusz). Pan, który wysłuchał modlitwy Anny i podarował jej syna, teraz osobiście do niego przemawia. Słowo Pana oraz wizje to sposoby objawiania się Boga ludziom. Bóg przerywa milczenie i kieruje słowo do małego Samuela. W rozpoznaniu Jego głosu wielkie znaczenie ma interpretacja, jaką daje Heli. Głos Boży musi być przez człowieka rozpoznany jako ten właśnie. Mały Samuel nie jest jeszcze w stanie rozpoznać wołania Bożego, które brzmi jak głos ludzki. I tak będzie w całej historii proroków, zarówno tych wcześniejszych, głównie głoszących, jak i późniejszych – pisarzy. Tak będzie także w epoce Nowego Testamentu. Bóg posługuje się ludzkim słowem, aby objawić swoje Słowo. Wiara rodzi się ze słuchania słowa (por. Rz 10, 17), zbawienie przychodzi przez głupstwo głoszenia słowa (por. 1 Kor 1, 21), a św. Paweł podziękuje Bogu, że Tesaloniczanie przyjęli słowo Boże nie jako słowo ludzkie, ale – jak jest naprawdę – jako słowo Boże (1 Tes 2, 13).
Scena opisana przez autora natchnionego słusznie może być uważana za opis powołania Samuela. Chłopiec od zarania swojego życia został wielkodusznie ofiarowany przez matkę Bogu i przychodzi czas, że On upomina się o swoją własność. Pan formuje swojego sługę przez słowo i przez wizje. Autor natchniony rekapituluje dłuższy okres życia Samuela w słowach: Samuel dorastał, a Pan był z nim. Nie pozwolił upaść żadnemu jego słowu na ziemię (1 Sm 3, 19). Opis ten przywołuje inną scenę, znaną nam z Ewangelii według św. Łukasza o tym, że dwunastoletni Jezus, nauczający i odnaleziony przez Rodziców w świątyni, powraca na koniec z nimi do Nazaretu i jest im poddany. Dalsze Jego życie, aż do publicznego wystąpienia, ewangelista kwituje jednym, co prawda, ale jakże bogatym w treść zdaniem: Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi (por. Łk 2, 52). Bycie Bożym posłańcem, prorokiem otrzymuje się w darze od Boga. Po tym musi przyjść długi okres dojrzewania.
Ks. Szczepan Szpyra
